Katolickie mity o in vitro.

Katolickie mity o in vitro.


Autorem poniższego artykułu jest p. Konrad Sawicki. Polecam go wszystkim poszukiwaczom prawdy zanim rzucą kamieniem.
"Ze strony duchownych, katolickich publicystów oraz polityków na temat in vitro padło już tak wiele zdań, że wydawałoby się, iż stanowisko polskiego Kościoła jest znane i klarowne. Wskazano też odpowiedzialnych za uchwalenie takiej a nie innej ustawy, wymierzając im odpowiednią karę. Jednak nie wszystko w tej historii jest czarno-białe. Warto obalić kilka mitów, którym bezprawnie nadano katolickie imię.
Mit 1: Kościół jest i zawsze będzie przeciwnikiem ustawy o in vitro 
Prezydium Episkopatu wydało 4 marca tego roku komunikat, w którym biskupi wyrażają zrozumienie dla konieczności prawnego uregulowania kwestii zapłodnienia pozaustrojowego. Był to pierwszy oficjalny głos naszego Kościoła prezentujący postawę kompromisową w tej sprawie. Oczywiście, samo zapłodnienie "w szkle" dla katolickich hierarchów nadal pozostaje nie do zaakceptowania. Przyznają jednak, że "obecny brak jakichkolwiek rozwiązań pozwala na całkiem dowolne postępowanie z ludzkim materiałem genetycznym i powoływanymi do życia embrionami".

W konsekwencji ze zrozumieniem podchodzą do konieczności uchwalenia ustawy. Stawiają jednak warunki. In vitro ma być dostępne tylko dla małżeństw, eksperymenty genetyczne mają być wykluczone, a mrożenie embrionów zakazane. Innymi słowy, nawet najważniejsi biskupi opowiedzieli się za kompromisowym rozwiązaniem zbliżonym do tego, które kilka lat temu proponował poseł Jarosław Gowin.

Nie można zatem uogólniać, twierdząc jednoznacznie, że Kościół jest przeciw ustawie o leczeniu niepłodności. Owszem, jest przeciwko tej konkretnej ustawie. Ale wspomniany komunikat dowodzi, iż jakaś wola dialogu jednak istnieje. Co oznacza też, że katolik z czystym sumieniem może być przeciwnikiem zapłodnienia pozaustrojowego i jednocześnie popierać jakąś wersję ustawy. To zaś prowadzi nas do kolejnego mitu.

Mit 2: W katolicyzmie nie ma miejsca na kompromisy 

Nadgorliwi demagodzy próbują przekonywać, że możliwe są tu tylko dwie postawy: albo jesteś za życiem i musisz wtedy być za prawnym zakazem in vitro, albo należysz do "cywilizacji śmierci". Jest to logika, po pierwsze, fałszywa, a po drugie, ma znamiona nieuczciwego szantażu. Pomiędzy jedną a drugą postawą możliwa jest ta, którą zaprezentował bp Artur Miziński, sekretarz Episkopatu.

Jego zdaniem z punktu widzenia nauczania Kościoła zapłodnienie pozaustrojowe jest niedopuszczalne. Kościół nigdy więc nie zgodzi się na kompromis moralny w tej sprawie. "Natomiast zgodnie z nauczaniem św. Jana Pawła II wyrażonym w encyklice "Evangelium vitae", kiedy obrona zasad chrześcijańskich w ustawodawstwie w stu procentach nie jest możliwa, katolicy zobowiązani są do tego, aby dążyć do wypracowania takich ustaw, które będą jak najbliższe temuż nauczaniu" - czytamy w wypowiedzi duchownego dla KAI z 12 marca. Zatem kompromis moralny - nie, ale polityczny - tak.

Mit 3: Popieranie ustawy to stawanie po stronie "cywilizacji śmierci" 

Próbuje się nas przekonać, że wystarczy, gdy polski katolik poprze ustawę o leczeniu niepłodności, a już grzeszy. Jest to teza mocno ryzykowna z teologicznego punktu widzenia. Jeśli już mówić o kategorii grzechu, to wobec osób bezpośrednio zaangażowanych. Dotyczyłoby to rodziców starających się o dziecko, a także lekarza. Ale nawet tu sprawa nie jest tak oczywista.

Pierwszy kompleksowy watykański dokument w tej sprawie pojawił się w 1987 r., ale kto w Polsce wtedy o nim słyszał? Przecież o in vitro nasz Kościół mówi dopiero od kilku lat, a metoda stosowana jest od prawie trzydziestu. Opublikowana właśnie w "Tygodniku Powszechnym" rozmowa z rodzicami Agnieszki Ziółkowskiej, pierwszej znanej Polki poczętej za pomocą in vitro, pokazuje ważny kontekst dotyczący zwyczajnej nieświadomości, że robi się coś niezgodnego z nauczaniem Kościoła. Dostępność nowej metody Ziółkowscy w połowie lat 80. odebrali jako dar Boży. Trzeba założyć, że wiele polskich małżeństw, które przeszły tę samą drogę, mogło działać w dobrej wierze, a to wyklucza jednoznacznie negatywną ocenę moralną. Teraz więc, gdy te osoby słyszą Tomasza Terlikowskiego porównującego sposób poczęcia ich dzieci do gwałtu, mają prawo czuć się dotknięte, wręcz wściekłe.

Można też dziś zasadnie dyskutować, na ile moralną odpowiedzialność za negatywne aspekty in vitro ponosi kierownictwo placówki medycznej, a na ile politycy głosujący za ustawą. To są kwestie bardzo trudne do ocenienia i pozostaną raczej domeną osądu indywidualnego sumienia niż jednoznacznego orzeczenia wobec wszystkich przypadków. Natomiast sugestia, iż samo pozytywne mówienie o ustawie już stawia katolika po stronie "cywilizacji śmierci", jest zwykłym oszustwem pozbawionym podstaw w teologii i nauczaniu Kościoła. Tak samo jak kwestia ekskomuniki.

Mit 4: Posłowie i prezydent zaciągnęli ekskomunikę 

Chór sędziów ogłaszających, że zarówno posłowie głosujący za nową ustawą, jak i prezydent Bronisław Komorowski, który ją podpisał, automatycznie wyłączyli się z życia wspólnoty Kościoła, jest dość liczny. Warto jednak zauważyć, że żaden z komunikatów Episkopatu tego nie deklaruje. Biskupi ostrzegają, czasem grożą, ale nigdzie nie piszą o ekskomunice. Dlaczego? Ponieważ jest to kara wynikająca z kodeksu prawa kanonicznego. Tam zaś o in vitro nie ma ani słowa.

Kanon 1398 podaje szereg wykroczeń, za których popełnienie wierny automatycznie podpada pod ekskomunikę. Wśród nich nie ma zapłodnienia pozaustrojowego. Jest natomiast aborcja. Nawet jeśli przeprowadzić analogię między in vitro a aborcją - co wydaje się prawnie wątpliwe - to i tak opisywana kara dotyczy tylko i wyłącznie osób poddających się zabiegowi oraz go wykonujących.

Mit 5: Wina za złą ustawę spada tylko na PO 

Łatwo jest dziś z ambon i mediów gromić partię rządzącą oraz ustępującego prezydenta. Jeszcze łatwiej zapomina się o tym, że w latach 2005-07 rządził PiS, a prezydentem był śp. Lech Kaczyński. W ówczesnym składzie parlamentu nie byłoby trudno o wypracowanie większości dla odpowiedniej ustawy. Pomimo świadomości, że w Polsce nie ma żadnych regulacji w kwestiach bioetycznych, partia Jarosława Kaczyńskiego nie zrobiła nic, by tę sytuację naprawić.

Później z kolei, gdy w łonie PO pojawiła się kompromisowa inicjatywa Jarosława Gowina, PiS odmówił jej poparcia, choć była szansa na dialog. Kościół hierarchiczny, niestety, zrobił wtedy to samo, zaprzepaszczając szansę na wypracowanie rozwiązania może nie idealnego, ale na pewno bliższego nauce katolickiej niż obecna ustawa.

Więc jeśli już szukać winnych wprowadzenia liberalnego prawa, to tak, PO przeforsowała swój projekt, a prezydent go podpisał. Ale biorąc pod uwagę całą polską batalię o in vitro, to ani PiS, ani Kościół nie są tu bez winy.

Mit 6: Ustawa o in vitro to katastrofa cywilizacyjna 

Katolicy mają prawo do krytykowania tej ustawy. Ja sam jestem jej umiarkowanym przeciwnikiem. Ale nie mogę spokojnie patrzeć, jak moi bracia i siostry w wierze używają nieuczciwych argumentów. Jednym z nich jest to, jakoby teraz, po jej podpisaniu, nastąpiła jakaś katastrofa cywilizacyjna.

Przecież dotąd Polska nie miała żadnych regulacji bioetycznych, co oznacza, że procedury zapłodnienia pozaustrojowego wykonywane były swobodnie. Podpis Bronisława Komorowskiego w tym względzie nie zmienia niczego na gorsze. Owszem, można dyskutować o szkodliwości stanowionego prawa. Tak, ale nie można wmawiać ludziom, że to ta konkretna ustawa doprowadza do katastrofy.

Co więcej, uczciwie trzeba powiedzieć, że w niektórych sprawach nowe prawo nawet z perspektywy katolickiej jest godne pochwały. Zwrócił na to uwagę sam prezydent. "Warto dostrzec, że ustawa wprowadza między innymi istotne regulacje prawne uniemożliwiające surogację, wybór płci dziecka na życzenie rodziców czy możliwość klonowania zarodków. W moim przekonaniu jest to postęp w porównaniu z sytuacją obecną, czyli brakiem stosownych regulacji prawnych" - czytamy w liście Bronisława Komorowskiego do abp. Stanisława Gądeckiego. O żadnej katastrofie nie może zatem być mowy.

Obalając powyższe mity katolickie, jednocześnie przyznaję, że sam mam swoje własne wątpliwości wobec procedury zapłodnienia pozaustrojowego. W sytuacji hipotetycznej bezpłodności wraz z żoną nie zdecydowalibyśmy się na nią. Nowa ustawa wydaje mi się zbyt liberalna.

Ale znów, nie przeszkadza mi to w dostrzeganiu jej faktycznej wartości, gdy wcześniej mieliśmy tu prawną pustynię i tak zwaną wolnoamerykankę. Chcę patrzeć na ten niezwykle trudny problem uczciwie, dlatego nie mogę pozwolić, by za katolickim sprzeciwem wobec in vitro szła bezmyślna demagogia, która z katolicyzmem nie ma wiele wspólnego."
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,18450431,katolickie-mity-o-in-vitro.html#ixzz3hRZJUDqx
Zgłoś post do moderacji