Śmiać się czy płakać?

Śmiać się czy płakać?


Niemcy, duże miasto.

Sylwestrowa noc.

Dom pełen witających nowy 2016 rok - wykształconych, mocno dojrzałych polskich (w większości) katolików.

Jest bardzo sympatycznie i wesoło.

Smaczne potrawy, dobra muzyka, kulturalne rozmowy.

Eleganckie panie, wytworni panowie.

Na co dzień mocno wspierają różne charytatywne inicjatywy.

Około 23.00 pukanie do drzwi.

M. otwiera i wpuszcza do środka parę: okutani w ciepłe łachmany "uchodźcy".

Wyposażeni w kartkę (napis po niemiecku vide foto) "Merkel gut. Haus gut. Kommen hier. Wohnen gut."

Konsternacja, potem wybuch śmiechu.

Zajęta w kuchni, zaskoczona gospodyni nie rozpoznaje początkowo przebranych znajomych.

Z przerażeniem (myśli że weszli przypadkiem i samowolnie) reaguje na nieproszonych gości.

"Jak Państwo tu weszli, co tu robicie, to prywatne mieszkanie, proszę wyjść."

Zabawna sytuacja, mnie też początkowo rozbawiła.

 

Teraz czuję niesmak, wtedy też się śmiałam :(

Zgłoś post do moderacji